Urlop czas zacząć

0
73
Urlop czas zacząć

Nareszcie nadszedł upragniony, wyczekiwany urlop. Jakie to jest piękne słowo! Naprawdę! Lubię swoją pracę, ale co za dużo to nie zdrowo. A niestety mój szef jest bardzo wymagający i nie można pracować, że tak powiem na pól gwizdka. Czyli jednym słowem ciężka harówa. Ale ja przecież nie o tym, nie czas teraz myśleć o pracy. Mogę o niej zapomnieć. I obiecuję sobie, że nie spojrzę na firmowego maila przez całe błogie 2 tygodnie.
Wszystko zapowiadało się pięknie. Wraz z mężem postanowiliśmy pojechać na kilka dni nad nasze polskie morze. Ja, mąż i dzieci, z tego podniecenia zapomniałabym o nich, zupełnie, jak matka Kevina…. To znaczy zapomniałabym wspomnieć, bo zabrać dzieci na wakacje nie zapomniałam. A szkoda… Jak już mówiłam, wszystko zapowiadało się rewelacyjnie. Pogoda piękna, udało nam się wynająć pokoik z małym aneksem, jakiś kilometr od morza. Bajka. Chociaż, jak tak patrzę na to teraz z perspektywy czasu, to już przy pakowaniu walizek zaczęłam odczuwać lekki niesmak. Córka koniecznie chciała zabrać wszystkie lalki barbie, a ma ich 7. Ola boga, szału dostanę. Kiedy udało mi się jej to wybić z głowy (oczywiście po półgodzinnej walce, gdzie ona na przemian płakała lub krzyczała, a ja krzyczałam bądź głęboko nabierałam powietrza, bo niby to pomaga się uspokoić), to przyszła kolej na syna. 2-latek chciał zabrać z kolei 5 samochodów, metrowego misia pluszaka i wiadro klocków. O rany… No wyjdę z siebie, jak boga kocham, wyjdę. Oliwy dolał jeszcze mąż, który biernie się na to wszystko gapił i nawet nie pomógł. I o ile moja 6-letnia córka jest uparta, jak osioł, to po długich namowach, można jej przemówić do rozumu i zmienia zdanie. Tak z synem niestety nie jest tak łatwo. On nie płacze, nie histeryzuje, jak córka, tylko ma na wszystkie moje argumenty swoje kontrargumenty i może tak spierać się bardzo długo. Poległam. Wzięliśmy wszystko to, co chciał i oczywiście również to, co chciała córka.
Kolejny dzień mojego błogiego urlopu minął wyjątkowo spokojnie. Zaczynałam się cieszyć wolnym czasem. Córka razem z synem nie wszczynali awantur i spokojnie lepili zamki z piasku na plaży, tworzyli fosy itp. Zaczęło się w nocy. Syna dopadła chyba grypa żołądkowa albo czymś się zatruł. Nie spałam pół nocy. Kiedy syn zasnął nad ranem, córka już wstała i niestety w tak małym lokum, w jakim się urlopowaliśmy, nie dałam rady już zasnąć. Jak by tego było mało, od rana lało, jak z cebra. Cały dzień przesiedzieliśmy w pokoju, oglądając jeden kanał tv, który był dostępny. Dzieci dostawały szału. Syn całe szczęście czuł się lepiej, jednakże ich krzyki, głośne śmiechy doprowadziły mnie do gigantycznej migreny. Migrena trzymała mnie w swoich objęciach do następnego dnia. Dzięki bogu była już ładna pogoda i mąż mógł zabrać dzieci na plażę. Wtedy zrozumiałam. Wakacje z dziećmi na pewno nie należą do kategorii wypoczynku. Naiwnie myślałam, że cały urlop pogoda będzie nam sprzyjać, dzięki czemu dzieci będą mogły radośnie pluskać się w wodzie (no bo co innego można robić z dziećmi, gdy jedzie się na urlop nad morze?), a ja będę mogła spokojnie się opalać.
Po powrocie do domu zostało mi jeszcze kilka dni urlopu. I wiecie co? Przez te kilka dni urlopu w domu odpoczęłam bardziej niż na naszych „wakacjach”. Postanowione. Kolejne wakacje z dziećmi, jak będą miały co najmniej po 12 lat. W przyszłym roku jadą do dziadków, a ja z mężem kupimy sobie coś all inclusive.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here